Z cyklu: Co czyta bibliotekarz?

W 1939 roku, tuż przed wybuchem II wojny światowej, Żydzi stanowili 33% mieszkańców Łańcuta. Przy Rynku większość sklepów należała właśnie do nich. Prowadzili tu m.in. swoje szkoły religijne, biblioteki, drużyny sportowe, banki, orkiestry - aktywnie tworząc żywą, tętniącą kulturą tkankę miasta. Nasi przodkowie robili zakupy w ich sklepach, zatrzymywali się wraz z nimi na pogawędki przy straganach i w bramach kamienic. Codzienność splatała ich losy - dzieci uczyły się w tych samych szkołach, dorośli pracowali w tych samych urzędach lub warsztatach. Z synagogi niosły się śpiewne modlitwy, a do miasta przyjeżdżali chasydzi z odległych stron, by odwiedzać mądrych nauczycieli i rabinów. Łańcut był wtedy wspólną przestrzenią istnienia różnych tradycji i kultur.

Wystarczyła chwila, jedno historyczne mrugnięcie, by ten fascynujący, odmienny, pełen życia świat, w którym żyli nasi pradziadkowie, dziadkowie lub rodzice, zniknął z powierzchni ziemi. Kiedyś nie było tu wyraźnej granicy między „nami” a „nimi”, bo razem tworzyliśmy jedno miasto, jeden Łańcut. Po wojnie zostaliśmy już tylko „my”. Żyjemy w teraźniejszości, do której dociera jedynie coraz cichsze i bledsze echo tamtego świata. Jak wspomnienie, które powoli rozmywa się w czasie. Zapomnieliśmy, jak bardzo II wojna światowa dotknęła Łańcut - tragiczny los spotkał blisko 1/3 jego mieszkańców.

Dziś coraz trudniej wyobrazić sobie tamtą rzeczywistość. W poszukiwaniu atmosfery dawnego Łańcuta wspierają nas publikacje historyczne i popularnonaukowe, które pomagają ten świat zobaczyć i lepiej zrozumieć. „Republika pobożnych. Chasydzka historia Polski” Doroty Bidzińskiej robi to w sposób wyjątkowy - szeroko otwiera okno na rzeczywistość, która niemal całkowicie zniknęła z naszego pola widzenia.

Fot. A. Urbańska

Nie ma tu sztywnej chronologii ani przewodnikowego prowadzenia czytelnika od miejsca do miejsca. To spokojny, gawędziarski strumień świadomości, który w niespiesznym rytmie pokazuje, jak barwna, złożona i zaskakująca była kiedyś Polska, i jak bardzo wszelkie nasze wyobrażenia są nietrafione i ubogie. Opowieści wciągają i uruchamiają wyobraźnię. Dzięki nim przedwojenny świat zaczyna powoli nabierać kształtów. Opowiadając o żydowskiej przeszłości nie da się ominąć jej najtragiczniejszego rozdziału, dlatego w książce Bidzińskiej pojawia się także czas Zagłady.

Podczas wędrówki po chasydzkiej Polsce odwiedzamy podkarpackie miasta, w tym oczywiście Łańcut, będący ważnym miejscem na mapie żydowskich wędrówek. Autorka opowiada między innymi o synagodze i najważniejszych łańcuckich cadykach. Szkoda, że nie napisała ani słowa o cmentarzu przy ulicy Moniuszki i ohelu Naftalego Horowica, który dla żydowskich pielgrzymów jest o wiele ważniejszy niż zabytkowa bożnica. Zabrakło opowieści o szkołach, nauczycielach, o spisach mieszkańców wyznania mojżeszowego, których oryginały znaleźć można w bibliotece miejskiej, podobnie jak wiele książek z żydowskich bibliotek i innych fascynujących dokumentów.

Pomimo drobnych braków, książka będzie bezcenna dla każdego, kto poszukuje niepowtarzalnej atmosfery polskich miast i miasteczek XIX i pierwszej połowy XX wieku, kogo zaciekawi informacja, że ruch chasydzki powstał na naszych ziemiach, skąd właściwie w Polsce wzięli się Żydzi i jak współtworzyli przedwojenny krajobraz. Publikacja jest pełna intrygujących i zaskakujących opowieści z naszej wspólnej historii. 

Można ją pożyczyć w Bibliotece Głównej Miejskiej Biblioteki Publicznej w Łańcucie - bardzo polecam!

Komentarze