Anegdoty i opowiastki rodem z Łańcuta

W piątkowy wieczór, 23 października, Czytelnia Zbiorów Regionalnych pękała w szwach. Promocja nowej książki o Łańcucie okazała się być wydarzeniem, które przyciągnęło mieszkańców naszego miasta jak magnes.

Jan Kielar, kolekcjoner (jak sam o sobie mówi: „zbieracz”) i regionalista, od lat gromadzi historie związane z ziemią łańcucką. Za namową Zuzanny Guzel-Szczepiórkowskiej, która sama napisała książkę o swoim dziadku Antonim Dudzie-Dziewierzu, postanowił wreszcie zebrać je w książce zatytułowanej „Anegdoty i opowiastki rodem z Łańcuta”. Publikacja, która wyszła z drukarni zaledwie kilka dni wcześniej, podczas naszego bibliotecznego spotkania ujrzała światło dzienne.

Pan Jan zaczął wpisywać dedykacje jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem wieczoru, oblegany przez miłośników jego talentu, a serdeczna, swobodna atmosfera udzielała się wszystkim od pierwszych chwil. O godzinie 18.00 wszystkie przygotowane miejsca były już zajęte i można było zaczynać.

Pani Zuzanna opowiedziała krótko o kulisach powstania książki, po czym głos zabrał autor. A że pan Jan jest urodzonym gawędziarzem, co rusz wywoływał na sali salwy śmiechu. Niezwykle ciekawa okazała się również prezentacja części jego zbiorów. Każdemu pokazywanemu dokumentowi czy fotografii towarzyszyła krótka historia, a niejedna z nich mogłaby stać się tematem dłuższej opowieści z wieloma dygresjami.

Na zakończenie rozległy się długie, gorące oklaski. Książka rozchodziła się jak świeże bułeczki, a do autora ustawiła się długa kolejka po dedykację. Jak to zwykle bywa podczas tak udanych spotkań, nikomu nie spieszyło się do domu. Rozmowy trwały jeszcze długo, a pan Jan Kielar był niekwestionowaną gwiazdą wieczoru.


„Anegdoty i opowiastki rodem z Łańcuta” to najnowsza publikacja poświęcona naszemu miastu. Książkę będzie można kupić m.in. w księgarni, do czego serdecznie zachęcamy. A ponieważ wszyscy wiemy, że pana Jana nietrudno spotkać podczas jego wędrówek po Łańcucie, z pewnością nie będzie problemu ze zdobyciem autorskiego podpisu. Kto wie, może przy okazji uda się usłyszeć jeszcze jakąś anegdotę, która nie trafiła do książki?

Fot. Aleksandra Stopa

Grafika: Anna Urbańska

Komentarze